Rynek dla PM i PO zrobił się ciasny: ofert mniej niż w czasach boomu, a na jedno ogłoszenie aplikuje dziś sporo więcej osób niż kiedyś. AI tej roli nie zabiera, ale konkurencja i wymagania rosną. Wygrywają ci, po których widać konkretny wpływ na produkt i biznes, a nie tylko listę narzędzi, zadań i spotkań. To da się poukładać.
Ofert jest mniej niż kiedyś, a konkurencja na każde ogłoszenie ogromna.
Brzmię jak od zadań i spotkań, a nie od wpływu na produkt.
Trudno mi pokazać, co konkretnie zmieniłem w produkcie i w liczbach.
Jeszcze kilka lat temu PM i PO mogli przebierać w ofertach. Dziś jest inaczej: na jedno ogłoszenie aplikuje znacznie więcej osób, a rynek się nasycił. Do tego część ofert wróciła do biura, mimo że większość kandydatów woli zdalną. Konkurencja jest realna i nie zniknie sama.
AI tej roli nie zabiera. Pomaga pisać user stories, analizować dane czy szkicować roadmapę, ale nie weźmie na siebie odpowiedzialności za produkt, znajomości kontekstu i trudnych decyzji. Dlatego o przewadze nie decyduje to, że znasz Jirę i Scruma. Decyduje to, czy widać, co dzięki Tobie urosło, przyspieszyło albo przestało przepalać budżet.
Dane: theprotocol.it, Bulldogjob, wynagrodzenia.pl (2024/2025).
Trzy rzeczy, które najczęściej trzymają dobrego PM czy PO w miejscu. Żadna nie wymaga kolejnego certyfikatu.
W CV i na rozmowie opowiadasz o sprintach, backlogu i Jirze. Rekruter słyszy proces, a nie efekt. Nie widać, co dzięki Tobie urosło, przyspieszyło albo przestało przepalać pieniądze.
Podejmowałeś trudne decyzje produktowe i ustawiałeś priorytety, ale nie potrafisz podeprzeć ich danymi i efektem biznesowym. A właśnie po tym poznaje się dojrzałego PM i PO.
Przy tylu kandydatach na ofertę ogólne CV ginie. Bez dopasowania do konkretnego produktu i domeny rzadko przechodzi pierwszy filtr, choćbyś miał mocne doświadczenie.
Nie chcę Cię od siebie uzależnić. Pokazuję, jak to działa, żebyś następnym razem ogarnął to sam.
Przekładamy ceremonie i listę zadań na efekt: co urosło, co przyspieszyło, ile udało się zaoszczędzić. Z liczbami, tak żeby decydent od razu widział, że prowadzisz produkt, a nie tylko obsługujesz proces.
Mock interview pod pytania, które naprawdę padają: priorytetyzacja, konflikty ze stakeholderami, trudne wybory produktowe, mówienie nie. Ćwiczymy odpowiedzi oparte na decyzjach i efekcie, nie na opisie procesu.
Na nasyconym rynku łatwo przyjąć pierwszą liczbę. Pokażę Ci, jak czytać widełki, jak rozmawiać o pieniądzach w oparciu o wpływ i kiedy nacisnąć, a kiedy odpuścić.
Ustawiamy profil i CV pod konkretną domenę (fintech, e-commerce, B2B SaaS), żeby przejść pierwszy filtr i trafiać w oferty, w których Twoje doświadczenie realnie się liczy.
Kiedy Twój profil pokazuje już wpływ, a nie tylko proces, podsyłam Cię do rekruterów i hiring managerów szukających produktowców. To oferty, do których przez zwykłe aplikowanie ciężko się dokopać, zwłaszcza przy tej konkurencji.
Szukam PO, który umie rozmawiać z biznesem i pokazać wpływ na produkt, nie tylko prowadzić backlog. Masz kogoś?
Mam. Profil dopięty pod efekt i liczby, nie pod listę zadań i spotkań. Podsyłam.
Dobra rozmowa o stawce podnosi ofertę zwykle o 8 do 15%. Przesuń suwak na to, co dziś zarabiasz, i zobacz, ile tracisz co roku, tylko dlatego, że nie pytasz albo pytasz bez argumentów opartych na wpływie.
Suwak ustawiony pod widełki PM i PO na B2B. To szacunek poglądowy, nie porada finansowa.
Tyle realnie zostawiasz na stole, jeśli wchodzisz w rozmowę o pieniądzach bez przygotowanych argumentów.
Nie ma tu Twojego pytania? Napisz wprost na LinkedIn, odpowiadam konkretnie.
Zadaj pytanie na LinkedIn ↗Właśnie na trudnym rynku różnica robi się największa. Gdy ofert jest mniej, a kandydatów więcej, wygrywa nie ten z najdłuższym CV, tylko ten, po którym widać wpływ na produkt i biznes. To jest dokładnie obszar, w którym pracuję.
Nie. Stronę warsztatową ogarniasz sam. Biorę na siebie to, czego zwykle nikt z Tobą nie ćwiczy: pokazanie wpływu, rozmowę o decyzjach, negocjacje i pozycjonowanie pod konkretną domenę.
Pomogę. Ustawimy narrację i CV pod docelową rolę, tak żeby Twoje dotychczasowe doświadczenie czytało się jako przygotowanie do niej, a nie przypadkowa zmiana kierunku.
I dobrze. Większość usług woli, żebyś wracał. Ja wolę, żebyś przestał mnie potrzebować. Wychodzisz ze sposobem działania, który zadziała sam przy każdej następnej zmianie pracy.
Zaczynamy od szczerej rozmowy na LinkedIn. Najpierw patrzymy na Twoją sytuację i ustalamy, co Ci realnie potrzebne. Płacisz za przepracowany czas i dostajesz raport z zalogowanych godzin, więc wiesz dokładnie, za co.
Napisz na LinkedIn albo wbij na Slacka. Spojrzymy na Twoją sytuację po partnersku i ułożymy plan, który dalej poprowadzisz sam. Bez zobowiązań i bez wciskania Ci zależności.